Wieczorem też klasycznie, najtlajf w Rio. W Lapa są świetne bary, trzeba się tam kiedyś wybrać ponownie.
Dzień drugi, plaża. Takie moje brazylijskie tranquilo. Nie chce mi się spieszyć, łazić w te same miejsca, w które łażą tłumy.
Po pierwszych kilku dniach i przeskakiwaniu z miejsca na miejsce zacząłem mieć dość lotnisk, biegu. W Fortalezie wyhamowałem. Przez trzy dni nie chciało mi się nawet plażować. Dopiero Jericoacoara doprowadziła mnie do porządku. Słusznie zachwalają ją przewodniki i ludzie.
Z polskich akcentów, w Ipanemie stoi pomnik Marszałka:
* Rzeka Styczniowa to po portugalsku Rio de Janeiro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz