sobota, 30 grudnia 2006

2006

Po raz pierwszy w tym roku:
"Naj" w życiu:
Zamierzam kontynuować:
  • naukę hiszpańskiego
  • naukę salsy
NIE ŻAŁUJĘ NICZEGO! Nigdy.

niedziela, 17 grudnia 2006

Wyżej niż kondory

Kiedy w czwartek wyjeżdżałem z Limy, nie wiedziałem ani gdzie dokładnie pojadę, ani kiedy wrócę. Moje plany zmieniały się kilkakrotnie, podobnie jak towarzysze wycieczki. Ostatecznie udało mi się zobaczyć Arequipę, kanion Colca, Cuzco, Machu Picchu.

Dzień pierwszy (piątek)
Arequipa

Dojechaliśmy do Arequipy o 12. Poszukaliśmy jakiegoś taniego hotelu, potem poszliśmy zjeść i pozwiedzać. Widziałem Plaza de Armas, katedrę, mirador (punkt widokowy) i kilka innych miejsc.
Co ciekawe, idąc ulicą spotkaliśmy znajomych z Limy - Markus i Magdalena z Austrii i Eva z Niemiec. Od nich dowiedziałem się, ze wybierają się do kanionu Colca. Wycieczka kosztuje 20 $, plus S/.35 za wstęp do Colca.

Dzień drugi (sobota)
Chivay


O 8.30 rano wyjazd z Arequipy. Przewodnik był punktualny jak rzadko w Peru.
Pierwszym celem były wikunie lub wigonie (vicugna vicugna). Te zwierzęta są dzikimi przodkami alpak. Są pod ochrona, większość ich populacji żyje w Peru. Zatrzymaliśmy się w środku pampy. Mogliśmy również podziwiać widok wulkanów, m.in. wulkan Misti górujący nad Arequipą (5822 m)
Kolejny postój żeby napić się mate de coca. Dalej wyjazd coraz wyżej i wyżej, aż na wysokość 4800 m. Dojechaliśmy do wioski Chivay, stolicy departamentu. Stamtąd 25 lat temu wyruszyła polska wyprawa akademicka, która odkryła kanion Colca. (>>zobacz)

Po czym można poznać Polaków? Nie wiem, ale jest coś charakterystycznego. Na ulicy w Chivay bezbłędnie rozpoznałem dwóch paisanos.

Z okazji święta Niepokalanego Poczęcia N.M.P. w wiosce przez 3 dni odbywa się fiesta, luzie tańczą na ulicy, przechodzą parady i procesje, orkiestra gra na trąbkach i tubach do późnych godzin nocnych. Melodia cały czas ta sama, ale rytm jest chyba mało ważny. Ważne, żeby grać dostatecznie głośno. Prawie wszyscy są ubrani w tradycyjne stroje (>>zobacz). Oczywiście w nocy musieli kilka razy przemaszerować pod naszymi oknami.

Wieczorem jeszcze kolacja w restauracji z tradycyjną muzyką i tańcami. Dzieci z sąsiedniego stolika, widząc grupę obcokrajowców, koniecznie chciały sobie zrobić z nami zdjęcia.

Dzień trzeci (niedziela)
Kanion Colca
Pobudka o godzinie 5 rano, śniadanie i wyjazd o 6 do doliny Colca. Widoki robią niesamowite wrażenie. Zatrzymywaliśmy się w miejscowościach Maca i Pincholo. O 8 dojechaliśmy do punktu widokowego Cruz del Condor. Jest to najlepsze miejsce do obserwacji kondorów. Czekaliśmy do 9.30. Najpierw było widać parę ptaków krążącą w oddali, ale jakiś czas później udało się zobaczyć pojedynczego kondora w niewielkiej odległości.

Z Cruz del Condor wracaliśmy powoli do Chivay, zatrzymując się jeszcze kilkakrotnie w bardzo widokowych miejscach. Widok kanionu i doliny Colca robi wrażenie (>>zobacz).

Dzień czwarty (poniedziałek)
Z powrotem w Arequipie

Zostałem jeszcze jeden Dzień w Arequipie, ponieważ nie udało mi się zarezerwować biletu do Cuzco na niedzielę. Planowałem rafting, ale nie znalazłem grupy.

W przewodniku przeczytałem, ze w wiosce Sachaca jest ciekawy punkt widokowy. Dowiedziałem się, jak tam dojechać. Okazało się, że jest to taka wiocha, ze nie byłem pewien, czy dobrze trafiłem. Budynki nie wyglądały zachęcająco, ale na ich szczycie było coś, co wyglądało jak punkt widokowy. I rzeczywiście, zobaczyłem napis El mirador. Niestety wulkan Misti i sąsiednie wulkany nie będą dobrze widoczne na zdjęciach. Później poszedłem na obiad do polecanej w przewodniku restauracji.

Dzień piąty (wtorek)
Święta Dolina


W poniedziałek wieczorem wyjechałem z Arequipy do Cusco autobusem. Podróż trwa ok. 9 godzin, spora część trasy nie jest asfaltowa. Rano, o 6 dotarłem do Cusco i od razu wpadłem w ręce pośrednika. Nie dałem się jednak bardzo oskubać, sam negocjowałem z właścicielem hoteliku. Jednak pośrednik podsunął mi pomysł wycieczki do Świętej Doliny. Dwie godziny później byłem już w odpowiednim autobusie.

Na początku "zwiedziliśmy" targi z wyrobami lokalnych twórców w miasteczku Pisaq. Obok tej samej miejscowości znajdują się ruiny miasta z czasów Inków. W ruinach spędziliśmy około 2 godzin, najpierw wędrując wąską ścieżką aby do nich dotrzeć, następnie była chwila na zrobienie zdjęć (>>zobacz)

Kolejne ruiny i kolejny przystanek po obiedzie, to Ollantaytamba. W tej samej wiosce jest stacja pociągu Cusco - Machupicchu. Ollantaytamba, zwana też w skrócie Ollanta, to podobno jedyna wioska, która nadal funkcjonuje na terenie ruin dawnego miasta.
Tarasy, świątynia, domy mieszkalne. Na górze, która jest naprzeciwko ruin można ujrzeć twarz boga i człowieka.

Ostatnim punktem jest Chincha. W tej miejscowości jest kościół, w którym w każdą niedzielę msze prowadzone są w języku keczua (quechua).

Dzień szósty (środa)
Ten dzień przeznaczyłem na zwiedzanie samego Cusco. Ciekawymi miejscami są z pewnością katedra i kościół Compañía de Jesús. Ten kościół jest uważany za najpiękniejszy w mieście. Ma wspaniały złoty ołtarz, podziemną kryptę i dzwonnicę, na którą można wejść.

Planowałem następnego dnia zobaczyć Machu Picchu. Poszedłem do agencji organizującej wycieczki. Cena, jaką mi podano, trochę przerażała. 140 $.
Okazuje się, że na własną rękę można to zrobić znacznie taniej. Najpierw pojechałem na stację kolejową, gdzie kupiłem bilet na pociąg. Pociąg odjeżdża z Ollantaytamba (tam, gdzie są ruiny). Kosztuje 44 $. Następnie kupiłem bilet na Machu Picchu. Uznano nawet moją polską legitymację studencką i mogłem kupić bilet za S./ 59, zamiast 119.
O godzinie 16 z Av.Grau miałem autobus do Ollanty (S./ 5). Z Cusco jedzie się około 1.40 godz. Natomiast odjazd pociągu jest o 20.
Na stacji byłem prawie godzinę przed odjazdem, ale to był dobry pomysł. Do Aquas Calientes jedzie dużo ludzi. Wszystkich obcokrajowców dano do jednego wagonu, a do pozostałych Peruwiańczyków. Podróż trwa 2 godziny. Wreszcie mogłem zobaczyć gwiazdy na niebie!

Dzień siódmy (czwartek)
Machu Picchu

Pobudka z samego rana, ponieważ chciałem wejść do ruin jak najwcześniej. Z Aquas Calientes można dojechać autobusem (za 6 $) lub dojść na piechotę. Tylko trudno jest znaleźć ścieżkę. Wybrałem autobus.
Same ruiny robią niesamowite wrażenie. (>>zobacz) Spędziłem tam 5 godzin.
Najpierw wszedłem na szczyt Machu Picchu (czyli "Stary Szczyt" w keczua). Podejście trwa ok. 1 godzinę, zejście 45 minut. Idzie się po stromej ścieżce lub kamiennych stopniach.
Z drugiej strony jest Huayna Picchu ("Młody Szczyt"), ale żeby na niego wejść, trzeba minąć bramkę przed 13. Później jest zbyt późno, a jak wytłumaczył mi pewien człowiek, "nie chciałbyś wracać w czasie deszczu". Podejście jest bardzo podobne do tego na Stary Szczyt. Ja niestety doszedłem już po 13, poza tym miałem dość po poprzednim.
Z ruin wracałem już piechotą (po co wydawać 6$ ?). Przy drodze dojazdowej jest bar-stołówka dla ludzi zatrudnionych przy konserwacji ruin i w sklepikach. Znacznie tańsza niż restauracja przy samych ruinach.

Dzień ósmy (piątek)

Odjazd pociągu z Aquas Calientes jest o 5:45. Miałem nadzieję, że zdążę przed 9.20 do Cusco, ale niestety. Spóźniłem się zaledwie kilka minut i znów nie udało mi się odbyć raftingu. Odjechali beze mnie. Przynajmniej agent oddał pieniądze.
Miałem jeszcze jeden dzień na to, żeby zwiedzić wszystkie muzea i kościoły, dokładnie zapoznać się ze wszystkimi ulicznymi sprzedawcami i nagabywaczami. Dopiero o 20 miałem autobus z powrotem do Limy. Podróż powrotna zajęła "tylko" 18 godzin. W Limie byłem w sobotę po południu.

Cała galeria zdjęć znajduje się tutaj.

środa, 6 grudnia 2006

Buraki za kierownicą

Znalazlem w sieci zbior zabawnych porad "Jak za kierownica zostac prawdziwym burakiem". Postanowilem sprawdzic, jak sie maja do kierowcow w Peru. Oto kilka przykladow.

Zawsze mrugaj dlugimi lub uzywaj klaksonu wobec kierowców których chcesz wyprzedzic.
Jadac w nocy wylaczaj dlugie dopiero wtedy, gdy masz calkowita pewnosc, ze oslepiles juz nadjeżdzającego.
Jazda w nocy po miescie wyglada tak: niektore samochody, glownie te stare i zdezelowane, w ogole nie maja swiatel (po co wymieniac spalone zarowki?). Inne jezdza caly czas na dlugich. Szczegolnie chetnie oslepiaja pieszych, ktorzy chca przejsc przez jezdnie.

Udowodnij ze twój samochód potrafi zabrac wiecej niz 5 osób.
Phi, kazda taksowka to potrafi. Maksymalnie zmiescilo nas sie 9 + kierowca.

Szanuj zarówki - włączaj kierunkowskaz dopiero gdy skręcasz.
Kierowcy zadko uzywaja kierunkowskazow w ogole.

Wjedz na skrzyzowanie w taki sposób, zeby zatkac inny kierunek ruchu.
Czesto sie zdarza, zwlaszcza kiedy jest korek, ze samochody z ulic poprzecznych wpychaja sie pomiedzy te stojace w korku na glownej. Inna sprawa, ze te na glownej nie zostawiaja miejsca na przejechanie w poprzek. To oczywiscie powoduje jeszcze wiekszy korek na kilku prostopadlych ulicach.

Zadbaj o to, zeby bez przerwy wlaczal ci sie alarm. Zwlaszcza wtedy, gdy nie bedziesz mógl go uslyszec.
Alarmy sa tak ustawione, ze byle podmuch wiatru, kot lub blisko przejezdzajaca ciezarowka z latwoscia wlacza alarm. Alarm gdy juz sie wlaczy, wyje znacznie dluzej, niz tradycyjne 30 sekund. Szczegolnie czesto alarmy sie wlaczaja w srodku nocy na parkingach strzezonych. Nie musze chyba dodawac, ze parkingi zwykle znajduja sie pod oknami budynkow mieszkalnych.

Zainstaluj sobie klakson - melodyjke.
Klaksony wydaja wszystkie mozliwe odglosy - od zwyklego trabienia, poprzez syrene okretowa do sygnalu podobnego do ambulansu. Kierowcy trabia wszedzie, zawsze i na wszystkich. Najgorsi pod tym wzgledem sa taksowkarze (to najgorsza kategoria kierowcow), ktorzy trabia na kazdego przechodnia, zeby zwrocic na siebie uwage.

Gdy uslyszysz za soba sygnal karetki pogotowia, pozwól na to, żeby wyla bezposrednio za toba.
Jeszcze nigdy nie widzialem, zeby ktos ustapil karetce lub policji na sygnale.

Podswietl sobie podwozie i tablice kolorowym neonem.
Chyba zamieszcze galerie zdjec :)

Wyprzedzajac rowerzyste nie wlaczaj kierunkowskazu.
Czy wspomnialem, ze kierunkowskazow sie nie uzywa? A z drugiej strony, jazda na rowerze przy takim ruchu, to niemal samobojstwo.

Załóż pokrowiec z misia na kierownice.
Na kierownice, deske rozdzielcza, i co tylko sie da...

Rozmawiaj przez komórkę w mieście kiedy i gdzie się tylko da.
Oczywiscie!

Zamontuj melodyjkę Lambada kiedy jedziesz na wstecznym.
To przeciez najwiekszy przeboj!

Nigdy nie zapinaj pasów.
Aaa, wyjatek! Z przodu pasy zawsze sa zapiete. Nawet w taksowkach i mikrobusach. Inna sprawa, ze pasy w busach sa zbyt czesto w takim stanie, ze przy wypadku raczej polamie ci zebra, niz pomoze, ale przepis to przepis.

A najwiekszy paradoks? Nie widzialem jeszcze stluczki. (Ale wiele samochodow jest poobijanych)
[EDIT] Wracając z Cusco, już w Limie widziałem efekty wypadku. Jezdnia w przeciwnym kierunku była zablokowana, straż pożarna, policja, korek na kilka kilometrów. A obok wrak całkowicie spalonego samochodu. Nie byłem w stanie nawet rozpoznać, jaki to był samochód.
Jeszcze jedna ciekawostka - praktycznie nie ma samochodow sredniej klasy. Samochody to albo stare rupiecie, albo nowiutkie luksusowe samochody lub terenowki.

Wszystkie 61 porad tutaj